Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brahma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brahma. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2015

Podążając za Mistrzem - Kumbha Mela, dzień 11 (ostatni)




Podróż:

Ostatni dzień pielgrzymki upłynął na odwiedzaniu świątyń w okolicy oraz na kirtanie. Głównym wydarzeniem dnia była wizyta w świątyni Trimbakeśwar i spędziliśmy jeszcze trochę czasu ze Swamim przed wyjazdem z Indii. We wspominanej świątyni znajduje się jeden z 12 Dźjotirlingamów, najważniejszych lingamów w Indiach.






Dodatkowo oprócz wizyty w świątyni Trimbakeśwar, grupa odwiedziła również miejsce narodzin Hanumana. Ciekawe jest to, że podczas pory deszczowej wiatr wieje tutaj tak mocno, że woda z wodospadu jest dosłownie wpychana z powrotem na górę, pokonując grawitację.


Grupa odwiedziła również aśram mędrca Kapili, którego głównym bóstwem jest Rama. W tym miejscu Kapila, gdy miał 5 lat przekazał Brahma Widję (boską wiedzę) swojej matce. Miało to miejsce podczas trwania satja jugi (złotego wieku). W tym miejscu żył i praktykował sadhanę przez wiele lat wielki guru Gadźanand Maharadź, zyskując wyzwolenie oraz wszystkie swoje moce.



W aśramie znajdują się dwa kundy (jeziorka/zbiorniki wodne), w które przez tysiące lat naturalnie wpływała woda. Pomimo że nie było miejsca, gdzie woda by mogła wypłynąć, jeziorka nigdy nie wylały. W starożytnych czasach odbywały się tutaj Kumbha Mele.

Jest inna ciekawa historia, która opowiada o tym, że w południowej części aśramu mieszkał Sri Śukraćarja – guru demonów. Przeklął on tę okolicę, w wyniku czego przestały tam rosnąć wszelkie rośliny i miało to potrwać dotąd, aż Pan Rama, który był na wygnaniu, nie będzie stąpał po tej krainie. Kiedy tylko stopy Pana dotknęły tutejszej ziemi, wszystko się zazieleniło i zakwitło.


Później, w ciągu dnia, grupa odwiedziła przepiękną świątynię Ramy w Nashik zwaną Mukta Dham. Głównym bóstwem świątyni jest Sita-Ram, ale znajdowały się tam też tak znakomite bóstwa jak Radha Kryszna, Lakszmi Narajana czy Hanuman. Grupa wzięła ze sobą harmonium, mridangę i mandźiry i rozpoczęła energiczny kirtan. Wielu ludzi dołączyło śpiewając Imiona Pana, klaszcząc, śpiewając i popatrując na grupę z ciekawością. Energia była wspaniała i po kilku minutach świątynia była przepełniona.


Wieczorem grupa spędziła trochę czasu w miejscu, które było ich domem przez ostatnich osiem dni i które połączyło wszystkich. Była kolacja przy świecach, aby stworzyć odświętną atmosferę, był też gość specjalny - zwierzchnik wszystkich akhar. Miał prywatną rozmowę ze Swamidźim, a potem słuchał kirtanu zaśpiewanego specjalnie dla niego.



Ostatnie chwile tej niezapomnianej pielgrzymki upłynęły na podziękowaniach dla Swamidźiego za pozwolenie wzięcia udziału w tej specjalnej mistycznej podróży do serca duchowości Indii – Kumbha Meli. Poprzez łaskę Mistrza, każdy w grupie był w stanie poczuć Miłość Boga na swój własny niepowtarzalny sposób, tak żeby móc świecić i dzielić się tą Miłością po powrocie do domu z wszystkimi ludźmi w około.


Wrażenia:

„Ostatni wieczór, tak jak inne, zakończył się późno w nocy, byliśmy wykończeni i cieszyliśmy się na tych kilka godzin snu, którego brakowało nam bardzo mocno. Następnego dnia pożegnaliśmy ukochanego Gurudźiego, który lekko przedłużył swój pobyt w Indiach i udał się z małą grupką wielbicieli do Puny, podczas gdy reszta pojechała dwoma dużymi autobusami do Bombaju, na samoloty do Frankfurtu, Londynu, Moskwy czy Johannesburga. Były to niezapomniane 10 dni, które spędziliśmy razem jako wielka rodzina, a których wspomnienie będziemy nosić w sercach”.
- Swami Vishwakurunandhanananda (Swami Kuru)

Nadchodzące wydarzenia:

Jeśli chciałbyś dowiedzieć się więcej na temat tego, jak wziąć udział w następnych wydarzeniach ze Sri Swamim Vishwanandą, proszę kliknij w ten link: http://bhaktimarga.pl/bhakti-marga-wydarzenia/

Aby zobaczyć więcej zdjęć, prosimy odwieź nasz profil na Facebooku: https://www.facebook.com/SriSwamiVishwananda

niedziela, 15 marca 2015

Jak Śri Swami Vishwananda potrafi rozpuścić ego swoją miłością?



Podczas darszanu Śri Swamiego Vishwanandy, który miał miejsce 22 lutego w Shree Peetha Nilaya, dwie osoby zamieszkałe w aszramie opowiadały o swoich doświadczeniach ze Swamim. Głównym tematem było, jak zauważyć miłość w Guru, we wszystkim co robi, a dokładniej gdy za coś gani. Poniżej można zapoznać się z jedną z tych wypowiedzi.

Śri Swami Vishwananda powiedział kilka razy „Miłość Boga jest obecna w waszych sercach zawsze, ale coś co ją przykrywa to kurz arogancji, dumy i ego. Wszystko to przykrywa światło Boga”. (Just Love 2, str. 42)


22 lutego około 500 osób przybyło spotkać Śri Swamiego Vishwanandę w Shree Peetha Nilaya i aby otrzymać indywidualny darszan.


Podczas ponad sześć godzin Śri Swami Vishwananda siedział na fotelu wylewając Boską Miłość na każdego z osobna i na wszystkich razem obecnych w darszanowym holu.

Tylko zrealizowany Guru może pomóc wykroczyć ponad arogancję, dumę i ego oraz rozwinąć prawdziwą pokorę. W lutym Swamidźi wysłał nam kilka wiadomości poprzez Tweetera, przypominając tę wspaniałą prawdę:

„Życie staje się proste, kiedy kultywuje się pokorę, rozróżnianie oraz przyjazne podejście do każdego, wtedy jest mniej ego, dumy, arogancji itd ...”

„Z pomocą Guru On czyni wszystko łatwym dla ucznia, idzie On gładko i spokojnie swoją ścieżką, bo Guru bierze na siebie większą część.”

„Wielcy zdali sobie sprawę z tego, że kłaniając się Guru stają się pokorni, łagodni, a ego znika z ich umysłów podczas gdy serce odczuwa czystą błogość.”

„Kiedy Guru cię zgani, powinieneś odczuwać wielkie szczęście, oznacza to, że uważa, że jesteś Mu bliski i bardzo dba o ciebie i twoje urzeczywistnienie.”

Doświadczenie:

Kilka lat temu, kiedy zadecydowałem oddać się guru, wziąłem kokos i przyniosłem go na interwiev z Gurudźim (Śri SwamimVishwanandą).

Kiedy szedłem w kierunku świątyni, w której odbywały się interwiev z Gurudźim po drodze spotkałem Ruchitę, która zapytała; „Co robisz?” Odpowiedziałem: „Idę na interwiev z Gurudźim i chcę oddać mu swoje życie.” Zapytała wtedy: „A co z kokosem?” Powiedziałem: „Nic nie wiesz! Kokos symbolizuje ego i kiedy idziesz do mistrza przynosisz mu kokos, żeby pokazać, że dajesz Mu swoje ego. I powiem Mu, że chcę, żeby zniszczył moje ego!”.
Popatrzyła na mnie i powiedziała: „Dlaczego? Zniszczyć ego? Czy wiesz, o co prosisz? Ja bym poprosiła, czy mógłby rozpuścić moje ego w miłości?”
Pomyślałem: „Hmm, tak, to brzmi dobrze!”. Efekt ten sam, ale brzmi łagodniej i wydaje się, że będzie szło łatwiej. Kiedy pokazałem Gurudźiemu kokos, popatrzył na mnie i zapytał: „Co to jest?”. Odpowiedziałem: „Gurudźi, chciałbym żebyś rozpuścił moje ego w miłości”. Wziął kokos i go przyjął. Pomyślałem: „Cool! Będę miał proste życie, bo wszystko co On zrobi to będzie tylko miłością. Nie będzie niczego niszczył, będzie łatwo i przyjemnie. Zastanawiałem się jednak jak właściwie to zrobi, jak rozpuści ego w miłości.

Jako że kokos został przyjęty, to pomyślałem, że On ma swoje sposoby. Chciałbym wam opowiedzieć dwie historie obrazujące to, jak mistrzowie potrafią zniszczyć ego miłością.


Św. Parteniusz z Chios był wielkim świętym na wyspie Chios. Miał ucznia, który kiedyś był żeglarzem.

Uczeń ten był nieprzyjemną osobą, dość brutalną, kiedy zadecydował oddać swoje życie guru czyli św. Parteniuszowi. Na początku miał dużą motywację, ale wkrótce się ona ulotniła. Wszyscy to znamy. Na początku wszystko super, ale im bardziej coś staje się rutyną jest również coraz trudniejsze.

Mocno się denerwował, kiedy Św. Parteniusz dawał mu wskazówki albo go ganił. Miał tak wybuchowy charakter, że stracił panowanie nad sobą i uderzył św. Parteniusza w twarz. Święty był już stary i upadł bez przytomności na ziemię. Jak to się stało, to uczeń z poczucia winy i wstydu uciekł.

Kiedy św. Parteniusz wrócił do siebie, pierwszą rzeczą jaką zrobił były poszukiwania ucznia, który go uderzył. Wyszedł szukając go wszędzie po wyspie i kiedy go znalazł, uczeń ten zaczął przed nim uciekać. Święty Parteniusz zaczął go gonić wołając: „Proszę zatrzymaj się, zatrzymaj! Nie uciekaj”.

Święty Parteniusz upadł na kolana i błagał go: „Proszę wróć do klasztoru! Wybacz mi! Wróć ze mną do klasztoru i zostań tam!” Bardzo to poruszyło tego wielbiciela, tak że cały gniew i frustracja zamieniły się w wyrzuty sumienia. Wrócił do klasztoru i dzięki łasce mistrza, znów poczuł miłość do Boga oraz entuzjazm dla swojej ścieżki. Służył tak przez kilka dni i zmarł.

Oczywiście św. Parteniusz wiedział, że uczeń wkrótce umrze, ponieważ taka zniewaga mistrza nie pozostaje bez konsekwencji. Ale dzięki łasce zostało mu to wybaczone, miał miłość nauczyciela i kiedy zmarł, został uratowany, powiedzmy, że od piekła. Dotarł do Królestwa Bożego dzięki modlitwom świętego. 


Jest też taka ciekawa historia w hinduizmie, kiedy wszyscy ryszi zebrali się na jagnę (palenie świętego ognia) i zastanawiali się: „Kto jest najbardziej godny tego, żeby być przez nas wielbionym?”

Mędrzec Bhrigu odezwał się: „Ja spróbuję ustalić kto jest najbardziej godny naszego uwielbienia."

Najpierw udał się na lokę Pana Brahmy. Jego celem było sprowokować Brahmę, swojego własnego ojca, który natychmiast wpadł w gniew. Bhrigu przeklął więc Brahmę mówiąc, że nie będzie nigdy wielbiony na ziemi. I faktycznie na całym świecie jest tylko jedna świątynia Brahmy.

Rozgniewany mędrzec udał się na lokę Pana Śiwy, na Kajlasz. A że Śiwa był zajęty i spędzał wyjątkowy czas z Parwati, Bhrigu nie został przyjęty. Bhrigu bardzo się rozgniewał i powiedział, że Śiwa będzie wielbiony tylko pod postacią lingamu, nigdy w swoim prawdziwym aspekcie i Śiwa również zaakceptował tę klątwę.


Potem udał się na Wajkuntę, lokę Pana Wisznu. Kiedy tam przybył, zobaczył Mahawisznu spoczywającego na adiszeszy i nikt nie powitał wielkiego mędrca. Mędrzec, który był bardzo dumny z siebie i swoich osiągnięć pomyślał: „Co jest? Ja tu jestem! Masz mnie uhonorować!” W tradycji hinduskiej, kiedy mędrzec gdzieś przychodzi, ludzie muszą go honorować. A on nie został nawet zauważony, to była zniewaga.

Co zrobił Bhrigu? Wpadł w taką furię, że podszedł do Mahawisznu i kopnął Go w klatkę piersiową swoją stopą. A jak zareagował Mahawisznu? Zamiast na niego krzyczeć powiedział: „O wielki mędrcze, tak bardzo przepraszam, nie zauważyłem, że tu jesteś! Chciałbym cię przeprosić, że cię należycie nie powitałem! O mój Boże, musiałeś nawet kopnąć moją twardą klatkę piersiową swoją miękką stopą. Prawdopodobnie zraniłeś się. Chodź!”

I pochylił się do mędrca ze słowami: „Pozwól mi zobaczyć swoją stopę!” I zaczął masować stopę mędrca. I mędrzec na początku myślał: „Tak, zgadza się! Powinieneś mnie przeprosić!”. Ale kiedy zobaczył, że sam Pan klęczy przed nim i masuje jego stopę, dając mu swoją miłość, coś zmieniło się w sercu Bhrigu. Poczuł tę miłość, która pochodzi od Boga i pożałował swoich czynów i zaczął płakać. W końcu upadł do stóp Mahawisznu. 


Są to dwie historie z dwóch różnych tradycji, które pokazują jak Bóg i guru łamią ego w bardzo prosty sposób miłością.


Ile razy Gurudźi powiedział do mnie coś, czego nie chciałem usłyszeć? Ile razy mnie zganił? Ile razy was zganił? Ile razy powiedział wam coś, czego nie chcieliście usłyszeć? Przyszliście z pytaniem, na które już mieliście odpowiedź. A On mówił wam coś innego, coś czego nie chcieliście usłyszeć i wtedy pojawia się gniew. Przyciska guziki, o których wie bardzo dobrze, gdzie się znajdują.
Jak często umacniałem ten gniew, tę frustrację i wchodziłem w to głębiej tak, że w myślach krytykowałem jego czyny, jego słowa? Jak często to przytrafiało się wam?

Czy te myśli nie są pośrednio takimi uderzeniami w twarz guru, który nie pragnie niczego innego jak przebudzenia miłości w was? Tak jak to uczynił wielbiciel Parteniusza.

Ile razy poczuliście się ignorowani? Jak to jest poczuć się ignorowanym? Co dzieje się wtedy w środku? Jak często popadałem w zazdrość, która się wtedy budzi i plotkowałem. Zaczynamy oceniać innych i myślimy: „Dlaczego on? Dlaczego ona, a nie ja? Nawet na mnie nie spojrzał. Tamta osoba ma tak wiele...”

Czy nie przytrafiło się to każdemu z nas albo większości, a przynajmniej tym, którzy Go znają i pragną Jego miłości? Czy to nie wytworzyło zazdrości i negatywności w was w środku? Mogę mówić tylko za siebie. To ciągle się powtarza i jest mi bardzo smutno z tego powodu, ponieważ wtedy w jakiś sposób kopię Jego nauki moimi stopami, a miłość jest wszystkim czym On jest i co daje.
Kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że wszystko co On robi, wszystko czym On jest, wszystko co przytrafia się nam w naszych życiach jest tylko dla naszego dobra? Kiedy przestaniemy uderzać i kopać Go? Kiedy staniemy się tą czystą miłością, którą On jest, a którą chce żebyśmy i my się stali?

Modlę się, żeby stało się tak jak najprędzej i modlę się o to, żebyśmy z Jego łaską wszyscy osiągnęli tę wieczną miłość do Niego i do Boga i żebyśmy mogli kompletnie oddać się Jego Lotosowym Stopom. W ten sposób widzę coraz bardziej i bardziej jak w miłości rozpuszcza się moje ego.

- Pramod, Shree Peetha Nilaya. 

niedziela, 1 marca 2015

Śiwaratri - po raz pierwszy w życiu


Moje pierwsze Śiwaratri, 17-18 lutego 2015

Kilka dni temu przytrafił mi się zupełnie niesamowity uśmiech szczęścia - wzięłam udział w obchodach Śiwaratri w Shree Peetha Nilaya. Przybyłam z USA, a Swamiego spotkałam po raz pierwszy kilka miesięcy temu. Wszystko było dla mnie dość nowe. Sądziłam, że Śiwaratri to zwyczajne wydarzenie, a okazało się być całonocnym niezapomnianym doświadczeniem.


W tym miejscu muszę przyznać, że zawsze trochę mnie przerażał wizerunek Śiwy, jakkolwiek wiedziałam tylko, że był ciemno niebieski, miał owinięte węże wokoło szyi, siedział tam, bez ruchu, na skórze zwierzęcia i niszczył różne rzeczy. To z pewnością dosyć ograniczone wyobrażenie. Co ciekawe moim duchowym imieniem jest Gauri (żona Śiwy), a duchowym imieniem mojego męża jest Śankar (dobroczynny aspekt Śiwy). Z związku z tym wydarzenie to potencjalnie niosło wiele osobistych odniesień, pomimo tego, moja wiedza na ten temat była zawstydzająco niewielka.

Czując, że powinnam się dowiedzieć więcej o naszych imiennikach, dzięki mądrości kilku mieszkańców aśramu w Springen, zdecydowałam się zdobyć trochę podstawowych informacji nie czekając, aż Swami będzie mi wszystko wyjaśniał (jako, że jest znany z tego, że mówi rzeczy w rodzaju: „ ...ale mówiłem wam o tym ostatnio, więc nie będę się powtarzał...” ). Aby nie być pozbawioną ważnych informacji zajrzałam do Just Love 3 Swamiego po to, aby lepiej zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Jest tam kilka rozdziałów poświęconych Śiwaratri, a Swami w nich szczegółowo wyjaśnia znaczenie i symbolikę każdego etapu uroczystości.

Dowiedziałam się, że Śiwaratri jest poświęcone aspektowi Boga odpowiedzialnemu za transformację. Większość ludzi myśli, że Śiwa to ten, który niszczy (trójca Brahma - stwórca, Wisznu - podtrzymujący, Śiwa - niszczący). Zrozumiałam pewien sekret, który kryje on w sobie. Nie jest odpowiedzialny tylko za „koniec”, ale to tylko dzięki niemu jest możliwy nowy początek. Jest odpowiedzialny za transformację i dlatego jest życzliwy, szczodry, zawsze daje.


Dowiedziałam się również, że celem poświęcania całego dnia Śiwie i rozmyślaniu o nim jest to, aby mógł mieć miejsce w nas proces transformacji. A wszystko po to, żeby poddać nasze umysły i rozpuścić ego.

Święto miało trwać całą noc aż do pierwszych promieni słońca następnego ranka. Żeby otrzymać możliwie najlepszy rezultat, należało nie spać i wziąć udział w porannych modlitwach o 5 rano oraz we wszystkich czterech ofiarach do lingamu Śiwy, które rozpoczynały się w regularnych odstępach o godzinie 18, 21 o północy i o 3 nad ranem. A jeśli ktoś nie mógł, to nie ma się czym martwić, otrzymasz korzyść zgodnie z tym na ile MOGŁEŚ wziąć udział. (Podczas całej wizyty tutaj, nie byłam w stanie nie pójść spać po godzinie 10 wieczorem. I doszłam do wniosku, że nie mam szans wytrzymać. I tutaj znów z pomocą przyszła mieszkanka aśramu i zapewniła mnie, że Swami mi pomoże. Doszłam do wniosku, że oznacza to nieprzerwane spożycie kawy i ciastek, i innych rzeczy. Jak mało wiedziałam ...)

Dzień rozpoczął się wcześnie, ale naprawdę wcześnie, bo o 3:30, przynajmniej dla mnie, wstałam, żeby przygotować się do pierwszej ceremonii czyli jagny, która rozpoczynała się o godzinie 5.

Dzień upływał na oczekiwaniu na to, co będzie się działo tego wieczora. Od samego początku od 18 wszystkie ceremonie były interesujące i wnoszące zrozumienie: niemal nieustanne śpiewanie imion Śiwy i pieśni pochwalnych: godziny pudźy, jagni i abhiszekamów; widzieliśmy Swamiego przewodzącego ceremoniom, prowadzącego śpiew; jedliśmy prasad po każdym ofiarowaniu, przemieszczając się z dużej świątyni falami z wielbicielami z całego świata; a co najważniejsze ofiarowaliśmy lingamowi Śiwy - samemu Śiwie, który był umieszczony na samym przedzie pomieszczenia, w sposób świadomy, nasze ego i nasz ograniczony umysł, prosząc o oczyszczenie z naszych ograniczeń.

Podczas trwania nocy odczuwałam coraz bardziej i bardziej, że staję się ... jakby „elastyczna”, to jedyne słowo jakie mi przychodzi do głowy. Czułam się coraz mniej skrępowana, moje zwykłe reakcje na wszystko, co działo się wokoło, nagle znajdowały nowe opcje. Stałam się również bardzo świadoma moich osądów na temat innych ludzi, poczułam jak te osądy stawały się trucizną we mnie (czy to zbieg okoliczności, że Śiwa wypił truciznę, żeby uratować świat?). Rytm modlitw, śpiewanie bhadźanów, ofiary dla Śiwy szczęśliwie zdawały się mieć efekt oczyszczający, który za każdym razem stawał się coraz głębszy.

Mieszkańcy aśramu w Springen oraz goście, którzy zajmowali się sewą, wykonywali wspaniałą pracę. Jak te ilości prasadu nieustannie się pojawiały? Jak i kiedy wszystko było na nowo przygotowane do następnej ceremonii? Jak to możliwe, że pomimo setek osób, przemieszczających się przez pomieszczenia aśramowe przez całą noc było tak czysto? Za kulisami mieszkańcy pracowali szczęśliwie służąc Bogu w jego ziemskich czynnościach, z oddaniem stojąc z tyłu pomieszczenia tak, aby goście mogli zająć jak najlepsze miejsca (Byłam pod wielkim wrażeniem i jestem ogromnie wdzięczna. Ale tutaj nie można nikogo skomplementować, żeby nie usłyszeć natychmiastowej odpowiedzi odwołującej się do łaski Swamiego).

Kiedy zaczęło świtać, okazało się, że mi się udało. I teraz kiedy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że to było łatwe. Więc to mieli na myśli mówiąc, że Swami mi pomoże! W naturalny bezwysiłkowy sposób energia płynęła przez całą noc i dała najlepszy możliwy rezultat. Czułam się lekko i inaczej. Jakby coś się przesunęło, ale było to tak głęboko, że nic nie można było zauważyć na powierzchni, przynajmniej jeszcze nie ... jednak czułam w mnie coś nowego.

Śankar i ja poszliśmy spać o 7:30 razem z porannym światłem wpadającym przez okna i zupełnie nowym uznaniem dla Śiwy w naszych sercach. Dziękujemy tobie Shree Peetha Nilaya oraz jesteśmy oczywiście nieskończenie wdzięczni naszemu ukochanemu Gurudźiemu.

- Gauri (wielbicielka z USA)



Ten post - przepiękna relacja z Maha Śiwaratri - to nasz 1000 post na tym blogu. Niech łaska Swamiego nas prowadzi przez kolejne tysiące.


poniedziałek, 16 lutego 2015

Rudraksza


Ilekroć mówimy o rudrakszy, tyle razy myślimy o Śiwie i Mahaśiwaratri - święcie Śiwy, które jest obchodzone co roku bardzo uroczyście w Shree Peetha Neelaya i celebrowane przez Śri Swamiego Vishwanandę. 

Co oznacza rudraksza i co symbolizuje?

Rudraksza to właściwie dwa słowa rudra i aksza. Rudra jest imieniem Śiwy i ma wiele znaczeń. Oto jedna z najbardziej znanych interpretacji tego imienia.

 Śiwa lingam udekorowany po abhiszekamie (Śiwaratri 2010 r.)

Kiedy z czoła Brahmy pojawił się Śiwa, płakał żałośnie i Brahma nadał mu imię Rudra – ten, który płacze rozpaczliwie od rud – płakać. Natomiast w Rigwedzie określone zostało to następująco: 
 
rukh – smutek , nieszczęście
drāwajathi – usuwać, eliminować
iti – ten, który to robi
Rudra – to ten, który usuwa nieszczęście, eliminuje demony i przywraca ład.

Aksza to łza, czyli „rudraksza” to łza Śiwy. Śiwa trwał w głębokiej medytacji, medytując nad dobrem wszystkich istot, całego stworzenia. Gdy skończył, otworzył oczy i krople łez spłynęły z jego twarzy. Spadły na ziemię i przekształciły się w nasionka drzewa rudraksza. To właśnie z koralików rudrakszy zrobione są male, które okalają głowę, szyję i ramiona Śiwy. O nasionkach rudrakszy mówi się, że zawierają w sobie sekret całej ewolucji kosmosu. Mala z rudrakszy używana do medytacji pomaga osiągnąć dobra zdrowie, samokontrolę i życie bez strachu.

 Śiwa lingam udekorowany po abhiszekamie (Śiwaratri 2011 r.)

W Bhagawat Puranie napisano, że istniał kiedyś demon Maja, który był bardzo silny. Miał energię i moc taką jak Bogowie. Dumny ze swoich sił zaczął gnębić Bogów i mędrców. Nikt nie był w stanie go pokonać. Maja zbudował trzy miasta, z trzech różnych metali. Jedno było ze złota, drugie ze srebra, a trzecie z żelaza. Miasta były niezniszczalne, a cały kompleks nosił nazwę Tripur. Maja rządził nim wraz z trzema braćmi. Przybrał imię Tripurasur. Bogowie z Indrą na czele nie byli w stanie go pokonać, więc udali się po pomoc do Brahmy. Jednak Brahma tylko pokręcił głową i skierował ich do Śiwy. Wisznu też sam nie dałby rady, ale ofiarował swą pomoc. Śiwa zgodził się walczyć z ich pomocą i polecił zbudować specjalny rydwan. Rydwan miał być zrobiony z ziemi, a kołami miały być słońce i księżyc. Brahma został woźnicą Śiwy w tej walce, a Wisznu zamienił się w strzałę zniszczenia, którą Śiwa wypuści ze swego łuku. 

 Śri Swami Vishwananda, Śiwaratri 2010 rok.
 
Rydwan ruszył, a za nim podążyli wszyscy Bogowie, aby wziąć udział w walce z Tripurasurem. Śiwa znalazł miejsce, z którego mógł jedną strzałą zniszczyć jednocześnie wszystkie trzy miasta i wzmógł gniew. Gniew narastał tak, aż zapalił strzałę. Wypuścił płonącą strzałę ze swego łuku i zniszczył miasta. Bogowie zwyciężyli. Tripurasur został pokonany.
Po tak ciężkiej walce Śiwa, Wisznu i Brahma udali się w Himalaje, żeby odpocząć. Śiwa zamknął oczy i zapadł w medytację, a kiedy je otworzył z jego lotosowych oczu potoczyły się łzy!

czwartek, 12 lutego 2015

Bilwa asztakam


W ramach święta Maha Siwaratri dedykuje się Panu Śiwie całonocne czuwanie. Śri Swami Vishwananda poprowadzi w Shree Peetha Nilaya całonocne ceremonie dedykowane Panu Śiwie.  Podczas każdego z czterech abhiszekamów celebrowanych tej nocy są ofiarowywane Panu Śiwie liście bilwa.

 posąg Śiwy - Indie

Oto Bilwa Asztakam - modlitwa, która wspaniale wyjaśnia znaczenie ofiarowania listka bilwy:

tridalam trigunakāram
trinethram ća trījauśam
tridźanma papa samharam
eka bilwam śiwarpanam

Ofiaruję Panu Śiwie listek bilwy,
trójlistny listek,
który jest przyczyną trzech cech,
które są jak troje oczu Śiwy,
które są jak triada broni,
i który niszczy grzechy trzech narodzin. 

triśakhai bilwapathraiśća
hjaćidrai komalai śubai
śiwa pūdźam kariśjami
eka bilwam śiwarpanam
  
Ofiaruję Panu Śiwie listek bilwy,
który jest trójlistny i nieuszkodzony listek,
który jest ładny i dobry.
Czczę Pana Śiwę. 


aganda bilwa pathrena
pūdźithe nandikeśware
śudhjanthi sarwa papebhjo
eka bilwam śiwarpanam 

Ofiaruję Panu Śiwie listek bilwy,
bo gdy listek nieprzecięty ofiarowany jest
rumakowi Jego, bogu Nandi,
możemy oczyścić się ze wszystkich naszych grzechów. 

salagrama śilāmekām
wipranam dźatha ća arpajeth
soma jagna maha punjam
eka bilwam śivarpanam 

Ofiaruję listek bilwy Panu Śiwie,
bo to tak jakbym braminowi saligram ofiarował
lub zyskał błogosławieństwo wielkie
Soma Jagnę przeprowadzając. 

 Dwa złote lingamy zamanifestowane przez Śri Swamiego Vishwanandę,
Śiwaratri w 2011 roku


dandi koti sahasrani
wadźpeja sathani ća
koti kanja maha danam
eka bilwam śiwarpanam 

Ofiaruję listek bilwy Panu Śiwie,
bo to tak jakbym tysiąc słoni ofiarował
lub dokonał stu ofiar ogniowych,
lub bilion dziewcząt oddał. 

lakszmjasthanutha uthpannam
mahadewasja ća prijam,
bilwa wrukszam prajaćami
eka bilwam śiwarpanam 

Ofiarując listek bilwy Panu Śiwie,
to tak jakbym całe drzewo ofiarował,
które z piersi Lakszmi jest zrodzone
i Panu Śiwie bardzo bliskie. 

 Lingamy zamanifestowane przez Śri Swamiego Vishwanandę
 podczas Śiwaratri w 2012 roku.

darszanam bilwa wrukśasja
sparsanam papa nasanam
aghora papa samharam
eka bilwam śiwarpanam 

Ofiaruję listek bilwy Panu Śiwie,
bo patrzenie na drzewo bilwy
i dotykanie go zmywa grzechy,
nawet bardzo wielkie. 

kaśi kszetra niwasam ća
kala bhairawa darszanam
prajaga madhawam druśtwa
ekam bilwam śiwarpanam 

Ofiaruję listek bilwy Panu Śiwie,
po tym jak żyłem w mieści Kaśi.
Widziałem Kala Bhairawa* 
i odwiedziłem świątynię Madhawy. 

mūlatho brahma rūpaja
madhjatho wisznu rūpine
agrajha śiwa rūpaja
eka bilwam śiwarpanam 

Ofiaruję listek bilwy Panu Śiwie,
jako że Brahma zamieszkuje u jego podstawy,
Wisznu w jego środku,
a Pan Śiwa w jego wierzchołku. 

bilwasztakam idham punjām
padeth śiwa sannidhou
sarwa papa nirmuktha
śiwa loka māpnujath 

Czytanie tego świętego oktetu o bilwie
w obecności Pana Śiwy
zbawi każdego ze wszystkich grzechów
i na koniec zabierze go do świata Śiwy. 

* - groźną manifestację Śiwy

tłumaczenie - Durgavati na podstawie tłumaczenia angielskiego przez P.R. Ramachandra

 

piątek, 23 stycznia 2015

Pielgrzymka do południowych Indii (cz. 7)


Pielgrzymka do południowych Indii - od Kochi do Malappuram (dzień 8)


Dziś mieliśmy dzień odpoczynku. Nie odwiedzaliśmy żadnych świątyń, ale mieliśmy plan, aby wstąpić do jednej bardzo starej świątyni po drodze z Kochi do Malappuram. Gurudźi wszedł do świątyni pierwszy, aby sprawdzić czy możemy wejść, ale okazało się, że nie jest to możliwe, ponieważ świątynia bardzo surowo przestrzega pewnych reguł.

Czekaliśmy zatem na Gurudźiego w pewnej restauracji przy drodze. Był tam bardzo miły plac zabaw, miejsce wyglądało jak przedszkole. Dobrze się tam bawiliśmy i śpiewaliśmy bhadźany. Kiedy w końcu pojawił się Gurudźi, zjedliśmy lunch, a potem ruszyliśmy w dalszą drogę.

W autobusie Gurudźi pokazał nam, jak bardzo się o nas troszczy, zupełnie jak matka. Podchodził kolejno do każdej osoby i pytał jak się czuje, i czy trudno jest tak się przemieszczać z jednego miejsca w drugie przez cały czas. Osobiście pomyślałam sobie: "Nie, drogi Gurudźi, nic nie jest trudne, kiedy Ty jesteś z nami i wypełniasz nas swoją miłością."

Zakończyliśmy ten dzień wspólnie późnym obiadem i tortem urodzinowym, który był moim prezentem urodzinowym.

Kanuprija z Chorwacji


Znaczenie daksziny i prasadu

W autobusie Pramod mówił o dwóch bardzo ważnych rzeczach, których powinniśmy być świadomi podczas tej pielgrzymki. Pierwszą z nich jest dakszina dla guru.

Na zakończenie tej podróży każdy z nas da naszemu guru kopertę z daksziną w formie pieniędzy, mówiąc przy tym słowa "Kryszna arpan" co oznacza "Wszystko dla Boga". Dakszina dla guru to bardzo powszechne zjawisko w Indiach, ale dla ludzi z Zachodu może wydawać się dziwne. Dakszina to jest to, co dajemy guru w zamian za naukę. Jest to bardzo ważne. Może nadejść taki moment, kiedy uczeń zapyta swojego guru, co będzie stanowiło dakszinę, kiedy nauka się już skończy, albo przykładowo, guru może poprosić ucznia o dakszinę w dowolnym momencie.

Pramod opowiedział ładną historię o Ekalawji należącym do pewnego plemienia w Indiach oraz guru o imieniu Drona, który nauczał Pandawów i Kaurawów.

Guru Drona uczynił Ardźunę najlepszym łucznikiem w świecie. Pewnego dnia dowiedzieli się oni, że gdzieś w okolicy jest jeszcze jeden doskonały łucznik, zapragnęli więc dowiedzieć się, kim on jest. Znaleźli go - był to Ekalawja, młody łucznik mieszkający w jaskini. Ekalawja zrobił figurkę Drony i ją wielbił. Nauczył się sztuki łucznictwa koncentrując się na tej figurce, a nie od guru bezpośrednio. Stał się tak dobrym łucznikiem, że dorównywał w tym Ardźunie, a może nawet go przerastał! Guru Drona obiecał Ardźunie, że będzie on najlepszym łucznikiem świata. Gdy znaleźli Ekalawję, chcieli się dowiedzieć, w jaki sposób on nauczył się tak dobrze łucznictwa. Ekalawja powiedział, że nauczył się tego od guru Drony. Drona powiedział wówczas, że skoro nauczył się tego od niego, musi mu ofiarować dakszinę. Ekalawja na to: "Co mógłbym dać?" Drona odpowiedział, aby podarował mu swój prawy kciuk. Ekalawja wziął nóż i odciął sobie kciuk, co w tym momencie oznaczało koniec bycia łucznikiem, mimo to ucieszył się, że zadowolił guru.

Ardźuna, Dronaćarja i Ekalawja

Guru zawsze wie, jaka dakszina jest odpowiednia dla ucznia. Dawanie daksziny guru jest ważne, ponieważ pozwala to zachować karmiczną równowagę. Dostajemy coś od guru, dlatego musimy też coś dać. Nie powinno się odchodzić od guru nie zostawiając daksziny. Pramod powiedział także, że Swami Vishwananda nigdy nie wydaje nic z daksziny na własne cele. To co otrzymuje, zawsze oddaje na rzecz aszramu lub rozprzestrzeniania Jego misji. Koperty z daksziną mogą leżeć przez rok i kiedy nadchodzi odpowiedni czas, zostają otworzone.

Drugą istotną rzeczą jest prasad. Podczas tej pielgrzymki Pramod powiedział, że dostaniemy dużo prasadu ze świątyń i od Swamich oraz że bardzo ważne jest to, jaką mamy postawę względem tego, co dostajemy do jedzenia.

Narada Muni

Kolejna historia opowiadała o munim o imieniu Narad, który był synem Brahmy w poprzednim wcieleniu, ale ponieważ czcił półbogów, sprowadziło to na niego klątwę. Tak więc urodził się ponownie, ale w niższej kaście i w ciągu tej inkarnacji mieszkał ze swoją matką. Zdarzyło się, że pewnego dnia kilku braminów zatrzymało się w jego domu na jakiś czas. Jadł wtedy resztki z ich posiłków. Był tak nasycony energią z błogosławionego pożywienia świętych, że pojawił mu się w wizji Pan Narajana. Stało się to tylko jeden raz w jego życiu i pragnął, aby trwało wiecznie. Pan powiedział mu, że wyzwoli go pod koniec tego życia, ale to uczucie i błogość płynące od Pana będą mu towarzyszyć zawsze, gdy będzie śpiewał Jego imię i Go wielbił.

Puszpami z Chorwacji