Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ardżuna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ardżuna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 czerwca 2014

Pielgrzymka do północnych Indii ze Sri Swamim Vishwanandą, dzień 10-12


Paartha pisze:
niedziela, 1 czerwca 2014

Dziś wyruszyliśmy wcześniej, ponieważ mieliśmy przed sobą długą drogę. Podróż do świątyni Bala Sundari trwała kilka godzin. Bala Sundari to dziecięca forma bogini Waiszno (którą odwiedziliśmy pierwszego dnia na górze). Historia świątyni mówi, że lokalny sklepikarz Lala Ram Das kupił sól w mieście Saharanpur i przyniósł ją do wioski, aby ją tu sprzedawać. Okazało się, że gdy wyjmował sól z torby, ciągle miał jej tyle samo, nigdy się nie kończyła. Po kilku dniach miał sen, w którym przyszła do niego bogini Waiszno w formie dziecka i powiedziała mu, że przyniósł ją w to miejsce w swojej torbie z solą i że jest ona tam obecna w formie pindi (skały). Nakazała mu wybudowanie świątyni. Lala Ram Das odparł, że nie ma na tyle pieniędzy, aby nawet pomyśleć o wybudowaniu świątyni, na co Bogini odpowiedziała, że przyśniła się również tutejszemu królowi i że król sfinansuje budowę. Dodała również, że jego potomkowie (rodzina) będą zawsze się nią opiekować jako kapłani. Niedługo potem Lala Ram Das spotkał się z królem i razem rozpoczęli budowę świątyni dla Bala Sundari.


Kiedy przybyliśmy na miejsce, cała nasza grupa została zaproszona do biura kierownika. Podano nam masala czai (herbatę), za co byliśmy bardzo wdzięczni. Potem jeden z kapłanów pokazał nam świątynię. Gurudżi wraz z kilkoma osobami mieli możliwość oddania czci Dewi siedząc tuż przy pindi. Kiedy wysłuchaliśmy historii świątyni, Gurudżi przypomniał nam o francuskim “Notre Dame des trois epines”: "Maryja objawiła się pewnemu człowiekowi, rolnikowi, i powiedziała mu, aby się modlił w tym miejscu (i wybudował kaplicę). Rolnik bał się powiedzieć o tym księdzu. Tak więc po tym, jak Maryja objawiła mu się po raz trzeci i nie spełnił jej prośby, jego torba z mąką stała się tak ciężka, że nie mógł podnieść jej z ziemi, a mąka nigdy się nie kończyła. Był również inny święty, "Curee d’Ars”, posiadał on relikwię świętego, którą podczas wojny umieścił w torbie z mąką i rozdawał potem tą mąkę (która się nigdy nie kończyła) ludziom."

Gurudżi i Pramod opowiedzieli jeszcze inne podobne historie o innym świętym: "Dżalaram Baba również karmił tysiące ludzi. Kiedy jedzenie się skończyło, przykrywał garnek kawałkiem materiału i pojawiało się z powrotem. Natomiast jeden z jego uczniów postanowił udać się na pielgrzymkę do trzech świętych rzek - Gangesu, Saraswati i Jamuny. Ale Baba powiedział mu, aby poczekał. Potem w nocy przyśnił mu się sen, w którym przyszły do jego pokoju trzy piękne kobiety, z których każda wręczyła mu garnek z wodą. Kiedy się obudził, kobiet nie było w pokoju, ale były garnki. Tak więc to Ganges, Saraswati i Jamuna odwiedziły go i dały mu swoją wodę. Garnki pozostały na zawsze pełne."


Po darszanie zaproszono nas na bhandarę (ucztę) w świątyni. Powiedziano nam, że w tej świątyni daje się jedzenie 4000 ludziom dziennie. Zajęliśmy miejsce i podano nam bardzo smaczny posiłek. Podczas bhandary wielu hinduskich wielbicieli robiło nam zdjęcia. Widocznie pierwszy raz zdarzyło się, że europejczycy odwiedzili tę świątynię, a przynajmniej tak liczna ich grupa. Jest to zabawne, że podczas naszej podróży to nie my "turyści" robimy zdjęcia Hindusom, ale oni ciągle robią nam zdjęcia. Bardzo często proszą mnie lub kogoś innego, ustawić się z nimi do zdjęcia. W czasie bhanadry dawali mi swoje dzieci i pstrykali zdjęcia.


Po tym wspaniałym posiłku kontynuowaliśmy naszą podróż w kierunku świątyni bogini Szakumbhari.


Jej historia głosi, że był kiedyś potężny demon imieniem "Durgam", który władał wszystkimi wedami i był pobłogosławiony przez Brahmę, że nikt nie będzie mógł pokonać go w bitwie, nawet Bogowie. Demon chodził i niszczył wszystko wokół siebie, a także uwięził Indrę, co spowodowało wielką suszę na ziemi, bo przestało w ogóle padać. Bogowie i ryszi przywołali Ma i kiedy się zjawiła, z setkami oczu w swoim ciele, powiedzieli jej co się stało. Spoglądając na nich ze współczuciem przez setkę swych oczy, Ma była tak poruszona tą historią, że płakała przez 9 dni. Jej łzy zalały ziemię i cała roślinność włącznie z uprawami powróciła do życia. Po tym wydarzeniu bogini otrzymała imię Szakumbari. Po przywróceniu równowagi na ziemi, Bogini zapytała, co jeszcze może dla nich zrobić. Powiedzieli jej o demonie. Ma udała się do niego, walczyła z nim i wygrała. Od tego czasu znana jest także jako "Durga".

Wszystko to jest opisane w "Durga Sapt Szati", w ostatnim rozdziale pod tytułem "Murti Rehasja". Opisana jest tam jako bogini o niebieskiej cerze, z oczami jak kwiaty lotosu, pępkiem z trzema zaokrągleniami nieco poniżej normalnego położenia i piersiami dziewicy. W rękach trzyma lotos otoczony pszczołami. W innej ręce trzyma strzały, w kolejnej łuk, a w ostatniej kwiaty, korzenie i warzywa.


W drodze do świątyni przekroczyliśmy rzekę Jamunę i momentami jechaliśmy po żwirowych drogach. Dotarliśmy do miejsca, które znajdowało się na totalnym odludziu. Nie wyglądało zbyt czysto na zewnątrz.


Mieliśmy darszan Ma Szakumbhari. Widać ją (pomarańczowy kolor), malutką, obok głowy Gurudżiego. Znajduje się tam pięć bóstw (od lewej do prawej): Wima Dewi, Dewi której imienia nie znam, Ganesza, Szakumbhari Dewi i kolejna Dewi, której nie znam.


Po darszanie pojechaliśmy dalej do Saharanpur, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg. W drodze Gurudżi powiedział nam, jak bardzo się cieszy, że odwiedzimy jutro Kurukszetra. Zwłaszcza, że zobaczymy miejsce, w którym Kryszna przekazał Bhagawad Gitę Ardżunie.

Poniedziałek, 11 dzień:

Po drodze do świątyni Bhadrakali w Kurukszetra zatrzymaliśmy się na stacji paliw. Tuż obok znajdował się aszram. Poszliśmy tam i zapytaliśmy o to, do jakiej linii guru należy ten aszram. Dowiedzieliśmy się, że tamtejszy guru o imieniu "Atamram Nand Guru" miał 113 lat, a urodził się w Pakistanie w 1901 roku. Był on policjantem, a w 1930 roku stał się sanjasinem. W 1936 roku zmarł jego guru, następnie w 1938 roku rozpoczął on 90-dniowy tapas, podczas którego wypijał zaledwie 250ml mleka i zjadał jedną łyżeczkę ghee dziennie. Jest on nauczycielem ajurwedy i leczy wszelkie choroby przy pomocy wytwarzanych przez siebie lekarstw. Ponieważ miał on zwyczaj udawania się na spoczynek w południe i powracania z niego dopiero o 16.00, to nie mieliśmy sposobności go poznać. Jednakże Gurudżi otrzymał pewne ubrania i jego wizerunek od jednego z mnichów. Aszram był utrzymany w prostym stylu, ale był bardzo piękny. Mieszka w nim 45 ludzi. Mnich powiedział nam, że sekretem długowieczności jego guru było to, że wstaje on o 3.00 rano i ćwiczy jogę od 4.00 do 7.00. Otrzymaliśmy trochę prasadu i kontynuowaliśmy naszą podróż w kierunku Kurukszetra.

W autobusie przeczytałem historię świątyni Bhadrakali, do której zmierzaliśmy. W tamtym miejscu upadła lewa kostka Sati. Przytoczę tę historię w skróconej wersji: pewnego razu król imieniem Wriszala chciał mieć potomstwo, dlatego postanowił złożyć Bhadrakali ludzką ofiarę. Ofiara jednakże zdołała uciec i schronić się w lesie. Ludzie króla udali się w pogoń za zbiegiem i znaleźli młodego człowieka, Wisznudattę, syna świętego kapłana Wisznu. Pojmali go, a gdy zamierzali odciąć mu głowę magicznym mieczem o ząbkowanym ostrzu, Bhadrakali we własnej osobie pojawiła się przy nich (wyszła z murti) w płomienistym ciele, z oczami czerwonymi od gniewu, i śmiejąc się straszliwie, zabiła tych, którzy mieli dokonać ofiary ich własnym mieczem i ocaliła w ten sposób Wiszudattę. Wisznudatta, będąc świadkiem tego wszystkiego, pozostał nieporuszony. Dla niego nie miało to znaczenia, czy będzie poświęcony dla Kali czy też ocalony, ponieważ był całkowicie poddany Bogu.

Potem Gurudżi powiedział:

"To wielkie błogosławieństwo móc odwiedzić to miejsce i spędzić tam trochę czasu. Historia, którą właśnie opowiedział Paartha pokazuje wspaniałość oddanego wielbiciela. Ten, kto jest poddany lotosowym stopom Pana nie boi się niczego w życiu, nawet w godzinie śmierci. Bo Pan troszczy się i udziela schronienia wszystkim ludziom. Ta historia również pokazuje, jak widzicie, że ludzie robią ofiary, ale nie poświęcają swoich zwierzęcych cech. A tego właśnie chce Bhadrakali - tych zwierzęcych cech, które są w was obecne. Kiedy ofiarowuje się jej te zwierzęce cechy, ona je unicestwia i przemienia osobę w czystego wielbiciela, i w ten sposób, dzięki jej łasce, może on osiągnąć stopy Pana. Pamiętajcie, że wszystkie Dewi, jakie odwiedziliśmy są manifestacją jednej Dewi Durgi, która jest siostrą samego Maha Wisznu. Tak więc Parwati jest nikim innym, jak siostrą Maha Wisznu. I jej celem jest zawsze to, aby wznieść wielbiciela na wyższy stopień duchowości, innymi słowy sprawia ona, że osiąga on lotosowe stopy Pana Narajany. I to o tym właśnie Kryszna opowiada Ardżunie w Gicie. Wiecie doskonale, że Ardżuna nie chciał walczyć w wojnie i Kryszna powiedział do niego - cóż, jesteś wojownikiem, dlatego musisz walczyć, nawet jeśli po stronie wroga jest twoja rodzina, bo obowiązkiem wojownika jest walczyć z przeciwnikiem. I tam właśnie przekazał on treść Gity, która podzielona jest na 18 rozdziałów mówiących o tym, jak należy postępować w życiu. A Kurukszetra jest symbolem samego życia. Szrimad Bhagawatam jest jednym z najbardziej znaczących źródeł wiedzy ze wszystkich, ponieważ łączy w sobie wedy, purany i wszystko inne. Tak więc jest to pełnia wed sama w sobie. Tak więc w Gicie jest 700 wersów, w których Kryszna wyjaśnia Ardżunie wszystko, co najważniejsze w życiu, dlaczego się inkarnujemy i co należy robić, aby wypełnić swoje życiowe przeznaczenie. Zawsze jest to zadziwiające, że na wszystkich pielgrzymkach, na jakie jeździmy, na koniec, czy to jedziemy do Brindawanu, czy do Udupi, zawsze jest "Kryszna szamarana astu" (nie jestem pewien, czy dobrze to napisałem), zawsze ofiarowujecie całe punja, wszystkie dobrze rzeczy, jakie się otrzymało lotosowym stopom Pana Kryszny, który jest nikim innym jak samym Narajaną. Kiedy planowaliśmy pielgrzymkę nawet nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale to jakoś samo się tak dzieje, że kończymy również tą pielgrzymkę z "Kryszna arpan", ofiarowujemy ją Krysznie, ponieważ wszystko pochodzi od niego i wszystko do niego powraca."

Po darszanie Bhadrakali, zauważyliśmy setki mniejszych i większych posążków koni, zwłaszcza w pobliżu lotosowego stawu. Powodem tego jest fakt, że Kryszna i Pandawowie obiecali podarować tej świątyni (Bhadrakali) swoje konie, jeżeli wygrają wojnę. Wygrali wojnę i podarowali potem swoje konie. Staw jest głęboki na jakieś 8 metrów. Mówi się, że znajduje się tam kostka Sati. Gurudżi wspomniał także, że tutaj odbyła się ceremonia mundan (zgolenie włosów) Kryszny i Balaramy.

Bhadra Kali

lotosowy staw

(Dziś Ratnadevi wspomniała, że mieszkając we Wrindawanie, zawsze miała kłopot, jak wytłumaczyć, dlaczego w Bhakti Mardze prócz Kryszny wielbimy także Ma. Ta świątynia jest miłym przykładem/symbolem dla tej koegzystencji/ tolerancji, której naucza Gurudżi, ponieważ nawet sam Kryszna przybył tutaj wraz z Pandawami, aby modlić się do Kali Ma.)


Godzinę później dotarliśmy do Kurukszetra. Tam przywitał nas ogromny pomnik Kryszny z Ardżuną w rydwanie. Naszym pierwszym przystankiem było Dżjotisar - miejsce, w którym Kryszna przekazał Gitę Ardżunie.

Był tam duży staw z wodą, nad którym posiedzieliśmy trochę w medytacji z Gurudżim i cieszyliśmy się spokojem, panującym w tym miejscu.


Dokładne miejsce, w którym została objawiona Gita znajduje się zasadniczo pod tym drzewem banjanowym:



Odwiedziliśmy również Brahmasarowar. Kiedy Brahma angażował się w akt stworzenia, poczuł zmęczenie. Aby uzyskać więcej szakti lub mocy, wykonał w tym miejscu jagnę dla Sziwy. To dlatego właśnie Kurukszetra jest uważana za święte miejsce i wszyscy, którzy zginą tutaj w bitwie pójdą prosto do Nieba.


Jest tu także ogromny pomnik Kryszny z Ardżuną w rydwanie.


Usiedliśmy tam na trawie, a Gurudżi dał kolejny krótki satsang.


"Jeśli nie urzeczywistniacie się, życie jest bezużyteczne. Cokolwiek robicie w życiu, jeśli nie osiągniecie pewnego etapu, nie możecie zrobić postępu. Podstawową rzeczą z Gity, o której mówił Kryszna, to urzeczywistnić się, to jest właśnie cel, ten cel, w którym inkarnowaliście, i jeśli nie urzeczywistnicie się w tym wcieleniu, życie staje się bezużyteczne. A to, że w obecnym wcieleniu zetknęliście się z duchowością, to dobra karma pochodząca z poprzednich wcieleń, to zasługa, którą odbieracie teraz w tym życiu. Ale to nie tylko o to chodzi, nie możecie uważać tego za rzecz oczywistą. Bo dopóki nie osiągniecie Boga, nie osiągniecie Pana, nadal uczycie się, ten proces trwa. Dlatego mówi się, że należy obserwować swoje postępowanie, obserwować swoje myśli i to z jakimi myślami podejmujemy działania, czy jest to osadzone w świadomości Boga, czy nie. Jeśli to, co robimy jest tylko dla przyjemności zmysłowych lub innych czczych celów, wtedy to nie ma sensu. To, czego musicie być świadomi to to, że cokolwiek robicie, robicie dla Boga. I że Pan będzie zadowolony i ujawni wam się tylko wtedy, gdy wasz umysł, wasze ciało, wasza inteligencja, wszystko jest skierowane tylko ku Niemu. Tak jak Kryszna mówi Ardżunie, nawet na wojnie, kiedy wykonujesz to co do ciebie należy, choć jest to nadal działanie, ale jeśli kszatrja umiera na wojnie, nie tworzy się karma, idzie prosto do nieba, prosto do Waikunty. A więc w tym kontekście Kryszna ujawnia w tak prosty sposób, nie zawiły, że łatwo jest się urzeczywistnić.

Jedyne, co musicie zrobić to obudzić w sobie bhakti, po prostu oddanie dla Boga i puścić wszystko inne. Bo wszystko dzieje się samoistnie, nie musicie tak na prawdę wymuszać żadnych zdarzeń, i tylko gdy pozwolicie, aby samo się działo, wtedy dzieje się to jak należy, jak Bóg tego chce, a nie jak wy tego chcecie. Bóg umieścił was w odpowiednim miejscu, dał wam rozum, wiedzę, zaprowadził was ku pewnym rzeczom, ponieważ tam jest wasza dharma, inaczej nigdy nie miałoby to miejsca. Ilu takich ludzi spotkałem, jak np. lekarz, który mówi "och, przez te wszystkie lata byłem lekarzem, teraz już nie chcę nim być", ale to jego dharma sprawiła, że robił to, co robił. Tak więc pora ruszyć dalej i się zmienić, zaakceptować swoją dharmę, i to wszystko, co dał wam Bóg, i to gdzie was zaprowadził. A kiedy tylko zaakceptujecie swoją rzeczywistość, Bóg może dać wam coś więcej i zrobicie następny krok. Bądźcie jednak nieprzywiązani do tego, bo gdy tylko się spinacie, przywiązujecie się do pewnych rzeczy. A kiedy się odprężycie, nie przywiążecie się, łatwiej jest wtedy być wolnym od tego. Dlatego właśnie tak jest, że gdy dobre rzeczy dzieją się w czyimś życiu, szybko się o tym zapomina. Ale kiedy ludziom przytrafia się coś niedobrego, wtedy zatrzymują się na tym, tak się do tego przywiązują, dlaczego? Bo niosą to ze sobą, trzymają się strachu, trzymają się smutku, trzymają się ... Nie są w tym spokojni. Kiedy wasze ciała nie są spokojne, kiedy wasz umysł nie jest spokojny w pewnych tematach, trzymacie się tego i stajecie się niewolnikami tych rzeczy. Lecz kiedy się zrelaksujecie, pozwalacie temu płynąć. Tak samo jest z duchowością, jak i w samym życiu. Kiedy jesteście spokojni, jesteście prowadzeni. Wtedy wiecie głęboko w sobie, że Bóg was prowadzi. Więc to jest właśnie to, to jest Gita. Więc ... idziemy?"


Tego samego wieczoru Muktaananda, Pramod, Sunny (który przyjechał wraz z Ramaną z Waranasi) i ja byliśmy w pokoju Gurudżiego, gdzie opowiedział nam trochę więcej o Kurukszetra. Spisałem to, ale bez pierwszych kilku zdań, a więc oto, co zapamiętałem z początku, a potem to, co spisałem.

Zaczął opowieść od punktu, w którym Kryszna zapytał Pandawów i Kaurawów, czy potrzebują jego (Kryszny), czy jego armii. Kaurawowie wybrali armię, a Pandawowie, wiedząc, że Kryszna jest awatarem Narajany, wybrali Krysznę:


"... jest 72000 kanalików nadi. Tak więc armia symbolizuje te kanały w ciele człowieka. Na sam koniec każdy staje twarzą w twarz z Bogiem, Narajaną. Dopóki umysł jest pełen dumy, ego, wszystkich tych rzeczy, dziwactw, umysł zawsze będzie walczył. Ale wewnątrz Kurukszetra, czyli ciała, są również dobre części, jeśli nie pomieszają się, nie rozcieńczą tymi negatywnymi sprawami, pozostają oddzielone. Ale jeśli ulegną wpływowi tych negatywnych cech, zostaną zanieczyszczone. Umysł zanieczyszcza ciało, ciało zanieczyszcza człowieka i kiedy wszystko zostaje oczyszczone, zostaje tylko Narajana. Nie ważne jak bardzo próbuje się z Nim walczyć, On zawsze wygra.

Ten człowiek nie powiedział teraz wszystkiego, kiedy mówił. Głowa wnuka Bhimy była podniesiona (ponad polem bitwy), tak, ale kiedy zapytali "co widzisz, (kiedy nadal trwała wojna), kto wtedy walczył?" Wiecie co odpowiedział? "Tylko Czakrę Sudarszana". Nie Pandawowie, nie Kuru, nikt. Tylko Czakra Sudarszana. Powiedział jeszcze (do Kryszny) "Ty jesteś Tym, który działa, i Ty jesteś tym, który niweczy" ..."


Wtorek, 12 dzień:

Dziś jest wtorek, tak więc jutro bardzo wcześnie rano jedziemy autobusem do Delhi, a stamtąd samolotami do Europy. Wczoraj rozmawiałem z Muktanandą o tej pielgrzymce. Muktananda wspomniał, że we wszystkich tych punktach pielgrzymki, Bóg lub Bogini, w tej czy innej formie, złożył obietnicę pewnego błogosławieństwa każdemu, kto odwiedzał dane miejsce, nawet jeśli nie byliśmy tego świadomi.

Nic mi nie wiadomo o tych wszystkich błogosławieństwach, które otrzymaliśmy w czasie pielgrzymki. Jednakże wszyscy mamy przynajmniej to jedno - jest nim nasz Guru, ponieważ tylko dzięki Niemu tego typu pielgrzymki są dla nas możliwe, zwiedzanie tych wszystkich świętych miejsc i otrzymywanie niezliczonych błogosławieństw. Gdzie my byśmy byli bez Niego? Nie uważam się za oświeconego, ale mogę powiedzieć to, że bez Niego nie znalazłbym się tak blisko (świadomości) światła.

Dziękuję wam wszystkim za to, że towarzyszyliście nam w tej pielgrzymce czytając te teksty i za waszą miłość i sympatię. Wszyscy byliście w sercu Gurudżiego, kiedy modlił się w świętych miejscach i wszyscy macie udział w licznych błogosławieństwach.

Dżej Guru Dew!

Dżej Śri Kryszna!

Dżej Mata Di



Na tym kończymy relacje Paarthy z pielgrzymki do 9 bogiń. Dzięki jego szczegółowemu, pełnemu rozmachu opisowi podróży, informacjom o odwiedzanych miejscach i spisanym satsangom Swamiego, mieliśmy możliwość podróżować wraz z nimi czytając jego relacje, jak i otrzymywać błogosławieństwa ze świętych miejsc, bo jak powiedział na końcu relacji, byliśmy w sercu Gurudżiego, kiedy się modlił. Wielkie i serdeczne "dziękujemy!" za twoją pracę przy pisaniu dla nas tych relacji, nieraz w gorącym autobusie jadącym po nierównych drogach albo w czasie odpoczynku, u stóp Gurudżiego w czasie satsangów, wieczorami przed pójściem spać. Ktoś powiedział mi: "Dla mnie jest to najwspanialszy dar, że mogę czytać te relacje i być w ten sposób razem z Gurudżim w tych świętych miejscach".


piątek, 13 czerwca 2014

Pielgrzymka do północnych Indii ze Sri Swamim Vishwanandą, dzień 10


Paartha pisze:

Sobota, 31 maja.


Następnego dnia wyjechaliśmy około południa, ponieważ rano Swami udzielił wywiadu filmowcowi, który realizuje dokument na temat Bhakti. Podczas podróży Swami opowiedział nam opowieść o Pandawach na wygnaniu:


„Podczas ostatniego roku zesłania Pandawowie musieli być nierozpoznawalni, kiedy byli na wygnaniu. Dlaczego byli na wygnaniu? Bo przegrali w grze w kości. W tym czasie stracili oni również całą swój majątek, wszystko. Oczywiście Draupadi była jednakowo zła na jej mężów, bo nie mogli jej oni ochronić. Było to wtedy, kiedy Kaurawowie próbowali zedrzeć z niej ubranie i w tym momencie zawołała ona Krysznę, który zakrył ją niekończącym się odzieniem.


Na mocy warunków umowy mogli ono powrócić do swojego pałacu, ale pod jednym warunkiem: że będą musieli spędzić 12 lat na zesłaniu, ale przez ostatni rok będą musieli żyć zupełnie nierozpoznawani, nikt nie powinien o nich wiedzieć. Więc przybyli tutaj, do tego miejsca (pałac Króla Wirata), gdzie właśnie jedziemy. Bhiszma został kucharzem, inny z nich został osobą zajmującą się końmi, był on bardzo dobry, Judhiszthira został doradcą króla, Ardżuna został tancerzem, przez rok ubierał się jak kobieta i nazywał się Brihannala. Był bardzo dobrym tancerzem. Podczas tego roku, Król Wirat był jedynym, który wiedział, że byli to Pandawowie i chętnie udzielił im schronienia, ale nikomu nic nie powiedział. Podczas tego roku królestwo kwitło, stało się wspaniałe, to królestwo, o które nikt wcześniej nie dbał, nikt się nim nie zajmował, wiecie, było chyba zawsze najgorsze, ale podczas tego roku rozwijało się tak wspaniale, ale nikt nie wiedział dlaczego. Wśród Kaurawów Shakuni był bardzo mądry. Shakuni to wujek Kaurawów i był on wspaniałym mężczyzną, jego umysł był superszybki. Kryszna również powiedział, że jedyną osobą, której się obawia jest Shakuni, bo zawsze znał z wyprzedzeniem Jego plan. Ale jedynej osoby, której się obawiał Shakuni był Kryszna. Szczególnie wtedy, kiedy Kryszna zwróciłby się do Shakuni: „mamadżiii” (wujku), Shakuni przeraził by się i powiedziałby: „Jahawdżi, nie mów do mnie mama”. Dlaczego? Ponieważ Kryszna zabił swojego własnego wujka Kamsę. I oczywiście nikt nie chciałby być na miejscu Kamsy. Za każdym razem, kiedy Kryszna celowo nazwałby Shakuni „mama”, „mama” bardzo by się przeraził. Więc tutaj w tym miejscu byli Pandawowie. Shakuni powiedział, tak ja wiem, że oni tam są, ale nie wiem, jak to się dzieje. Poszli więc tam i próbowali odkryć, kto jest kto. Powiedzieli do Króla Wirata: „Pandawowie na pewno ukrywają się w Twoim pałacu, powiedz nam”.

I król odpowiedział: „Nie, jeśli Pandawowie byliby tutaj, uważałbym się za wielkiego, ale ich tu nie ma”. Po tym Kaurawowie powiedzieli, że jeśli nie pozwoli im szukać, to będą walczyć z jego armią, ale Wirat powiedział: „ nie, to moje królestwo, nawet jeśli oni by tu byli, to znajdowaliby się pod moją ochroną. Nie pozwolę wam szukać ani zadawać nikomu żadnych pytań”. Był on królem sprawiedliwym i oczywiście Kaurawowie to szanowali.

Więc zasady były takie, że do ostatniego dnia (zesłania), aż do zachodu słońca, nikt jeszcze ich nie powinien rozpoznać. Kiedy więc nadszedł ten czas, Kaurawowie zaatakowali królestwo Króla Wirata Radża. Rozdzielili swoją armię i otoczyli miejsce. Ardżuna, ubrany jak kobieta, poszedł tylko z księciem, młodym księciem, który w owym czasie miał czternaście lat, Ardżuna wziął tylko jego, ponieważ wszyscy inni mężczyźni byli po drugiej stronie. Kiedy zaczęli atakować, szli z obu stron.

Więc Ardżuna zabrał ze sobą tylko księcia i poszedł tam. Nadszedł czas ataku. Książę wystrzelił strzałę, ale (widząc armię wroga), przestraszył się. Ardżuna powiedział do niego: „walcz!”. Ale on popatrzył na Ardżunę i powiedział: „Jesteś eunuchem, co ty wiesz o walce? Nie znasz sztuki walki”. Ale Ardżuna powiedział: „Mówię ci, walcz, walcz!” ujawniając swoją tożsamość Ardżuny. Ale książę nie mógł walczyć, więc Ardżuna przejął walkę i uśpił armię Kaurawów używając specjalnej broni (astra sammohana), zyskując w ten sposób na czasie (Bhiszma posiadał ukrytą broń, ale jej nie używał, bo chciał, żeby wojna się skończyła). Poszli do pobliskiego lasu, gdzie - przed tym jak stali się nierozpoznawalni - wszyscy Pandawowie ukryli swoją broń. Więc Dewi (maja) ukryła broń swoją mają. Ale teraz nadszedł czas, że Ardżuna się tam udał i Dewi z powrotem oddała mu broń. Ardżuna poczekał do zachodu słońca. Kiedy ostatni promyk słońca znikł, zjawił się Ardżuna, tym razem ubrany normalnie, i rozpoczął walkę z Kaurawami, aby obronić dwór Króla Wirata. Po walce został tam złożony lingam Sziwy. Było to również podziękowaniem Dewi za to, że ukryła ich broń i na znak wdzięczności za to, że byli przez rok nierozpoznawalni. Kryszna kazał im tam położyć lingam Sziwy.

W tym ogrodzie (gdzie teraz jesteśmy), Draupadi spotykała Krysznę i Pandawów zawsze, kiedy o to poprosili. Wiecie jak prosili o spotkanie? Istnieje pewien laddhu, zwany peysanka laddhu. Więc za każdym razem, kiedy Bhiszma przyrządzał peysanka laddhu i posyłał wszystkim jako prasad, to wiedzieli, że mają się spotkać. Król nawet nie lubił peysanka laddhu, ale w dniu, w którym mieli się spotkać, peysanka laddhu musiał być na talerzu.


Kiedy dotarliśmy na miejsce, w którym znajdował się lingam Sziwy, upał sięgał 46 stopni ºC i klimatyzacja w samochodzie praktycznie nie działała. Czym prędzej weszliśmy do świątyni, bo tam było przynajmniej troszkę chłodniej. Na zdjęciu możecie zauważyć, że lingam jest u podstawy trochę węższy. Duchowny wyjaśnił nam, że kiedy Pandawowie ją kładli, to robił to Bhiszma, który był bardzo silny i trzymając lingam za bardzo go „ścisnął”.


Poniżej świątyni znajdowały się dwa stawy, jeden wewnątrz budowli, używany do zażywana kąpieli przez Draupadi, a drugi na zewnątrz, używany przez jej mężów. Niemniej jednak, kiedy tam byliśmy, chłopcy z wioski wzięli go w posiadanie.


Duchowny powiedział nam, że woda w tym stawie, głębokim na 5-6 stóp, nigdy, od kiedy był on zbudowany, nie wyschła. Podczas gdy okoliczne tereny cierpiały z powodu niedoboru wody, w tym mieście nigdy jej nie brakowało.


Następną świątynią, którą odwiedziliśmy, była świątynia Kaliki. Według wierzeń, kilka włosów z Sati upadło w tym miejscu (jednak „oficjalnym” miejscem, w którym upadły włosy z Sati jest świątynia Dakszineszwar w Kalkucie, gdzie czczono Śri Ramakrysznę).

Opowieść o świątyni Kaliki sięga czasów króla o imieniu Dżai Singh, który umieścił tam bóstwo Kali. Pewnego razu, kiedy podczas Nawaratri kobiety śpiewały w świątyni, weszła młoda niewiasta i zaczęła śpiewać razem z nimi. Była ona niezwykle piękna, a jej głos był najbardziej melodyjny. Kiedy śpiewy się skończyły, kobieta powiedziała do króla: „Jestem szczęśliwa, poproś mnie o jakiś dar”. Król powiedział, że pragnąłby ją poślubić. Na te słowa bogini zezłościła się i przeklęła króla mówiąc: „Z powodu twojego królestwa stałeś się agnostyczny i dumny. Zarówno ty jak i twoje królestwo zostaną zniszczone!”. Po wyrzeczeniu tych słów bogini zniknęła. Bóstwo Kali zaczęło zapadać się w ziemię. Święty, który mieszkał z tyłu pałacu, błagał boginię, aby została dla dobra ludzkości. Przestała się zapadać i tylko jej włosy pozostały na powierzchni ziemi. W ten sposób ciągle jest ona tam obecna i wielbiona. Później król zginął w bitwie i miasto stało opustoszałe, aż do czasu, kiedy je odbudowano.
Można by się dziwić, dlaczego potraktowała Ona króla w tak „szorstki” sposób, ale ilekroć bogini lub święty otwarcie kogoś przeklnie, jest w tym zawsze utajone błogosławieństwo. Nasze postrzeganie jako ludzi jest ograniczone i widzimy tylko to, co się dzieje na poziomie fizycznym, co jest niczym w porównaniu z ewolucją i naukami duchowymi duszy, jaką faktycznie jesteśmy poprzez różne inkarnacje na przestrzeni stuleci i tysiącleci i dalej.

rozmyte zdjęcie pindi Kali (widać ją na dole z koroną i złotymi oczami), jako że często nie ma zezwolenia na fotografowanie oryginałów bóstw.

Kupiliśmy prasad i sari, żeby ofiarować je Kali i zeszliśmy po Jej darszan. Kiedy weszliśmy do sanktuarium, zobaczyliśmy jej wspaniałą postać pindi. Atmosfera była przepełniona miłością i mogliśmy pozostać kilka minut przed jej obliczem, wielbiąc ją i modląc się do niej.

Czuliśmy, że Ona była szczęśliwa widząc Gurudżiego i nas odwiedzających ją w tym miejscu.

Po darszanie Gurudżi pozostał przy niej modląc się przez chwilę. Kiedy wychodziliśmy, kapłanka (?) podarowała mi prasad dla naszej grupy i pobłogosławiła kilku z nas.


Gurudżi modlący się w Świątyni Kali

Ostatniego dnia mieliśmy wolne, więc zrobiliśmy zakupy i obejrzeliśmy hollywoodzki film (X-Men) w języku hinduskim. Nie byliśmy pewni, co bawiło bardziej hindusów będących w kinie, oglądanie filmu czy fakt, że 40 europejczyków (goras) oglądało film, z którego nie rozumieli ani słowa...