Paramahamsa Sri Swami Vishwananda – duchowy nauczyciel urodzony na Mauritiusie. Od najmłodszych lat zafascynowany Bogiem i duchowością. W młodym wieku urzeczywistnił boskość w sobie i zrozumiał cel swojego istnienia. Przybywają do niego tłumy prosząc o błogosławieństwo i radę.
Swami podróżuje po całym świecie błogosławiąc ludzi, podnosząc na duchu, przypominając o celu życia jakim jest miłość Boga i bliźniego.
Ten blog przedstawia historie związane ze Swamim, Jego nauki oraz bieżące wydarzenia.
Bhakti Marga
ROZKWIT SERCA
Zapraszamy na stronę książki "Rozkwit Serca" - kliknij w obrazek
Dzisiaj przypada Prima Aprilis, więc i dzisiejszy wpis na naszym blogu będzie trochę niezwykły. Dzień po inauguracji Świątyni Sri Sri Radha Kriszna Chaitanya w Szczecinie, Swami Vishwananda zrobił niespodziankę wszystkim, którzy pozostali jeszcze w Szczecinie i zebrali się w południe w nowej Świątyni, zjawiając się tam bez zapowiedzi, a do tego w "cywilnym" ubraniu. Swami zaśpiewał kilka badżanów oraz odpowiedział na kilka zadanych mu pytań, a odpowiadając na jedno z nich opowiedział nam dowcip. Oto on:
"Pewien mężczyzna bardzo chciał pojechać do Ameryki, ale nie miał jak się tam dostać. Któregoś dnia znalazł lampę, w której mieszkał Dżin. Kiedy Dżin wyszedł z lampy zapytał mężczyznę, jakie ma dla niego spełnić życzenie.
Mężczyzna: "Chciałbym pojechać do Ameryki, więc zbuduj mi proszę wielki most nad oceanem, abym mógł wsiąść w samochód i tam pojechać."
Dżin: "Nie mogę spełnić tego życzenia, to zadanie jest niewykonalne, nie da się zbudować takiego mostu. Masz jakieś inne życzenie?".
Mężczyzna: "Skoro tak, to zmień proszę charakter mojej żony na lepszy."
Dżin: "To ile pasów ruchu ma mieć autostrada na tym moście?"."
Podczas Navaratri, 13 października, odbyło się 4 losowanie naszej Tomboli:
1. Nagroda (czerwone sari z Navaratri 2009): Carlotta (I) 2. Nagroda (DVD z Navaratri 2009): Mirco (I) 3. Nagroda (CD do wyboru): Paramesti (D) 4. Nagroda (książka): Kamala (D) 5. Nagroda (książka): Dayakari (D)
3-miesięczna Supernagroda (koszulka Swamijiego, którą miał na sobie podczas chrztu w jeziorze Ganezareth, Izrael 2009)
Gratulujemy!!!
Bardzo niezwykła historia miała miejsce tym razem. Carlotta i jej mąż są z Włoch, a w przyszłym roku oczekują dziecka, mniej więcej wtedy kiedy wypada święto Maha Shivaratri. Przyjechali aby uczcić z nami święto Navaratri w Centrum, i byli z nami przez całe 10 dni. W nocy 13-go podczas Devi pudży w namiocie, spotkaliśmy się w kaplicy na losowanie tomboli. Powiedziałam o tym Carlottcie, ale ona wolała zostać w namiocie. Wygrała pierwszą nagrodę, czyli piękne czerwone sari z Navaratri 2009.
Chcieliśmy zrobić jej niespodziankę, i poprosiliśmy Rukmini (to nowe imię Alany), aby dała jej sari zaraz po losowaniu. Wróciliśmy do namiotu, i zobaczyliśmy Carlottę siedzącą przy jagnie. Nie chcieliśmy jej przeszkadzać w modlitwie, więc czekaliśmy. Jak tylko jagna się skończyła, Rukmini pobiegła do niej i dała jej sari. Była zaskoczona. Wzruszona, powiedziała nam, że "oszukiwała". Powiedziała Matce Boskiej podczas jagny, że gdyby wygrała sari, owinie w nie jej nowo narodzone dziecko. Jak Matka Boska mogłaby odmówić takiej modlitwie? Dodatkowo, w zeszłym roku Murti Devi podczas Navaratri było ubrane w to właśnie sari przez wszystkie 10 dni, gdyż wszystkie nowe sari zakładane są jedno na drugie. Czerwone sari było pierwsze, i dlatego bardzo blisko Matki Boskiej przez cały czas. Cóż za błogosławieństwo dla dziecka!
Nowe nagrody w następnym losowaniu 13-go listopada: 1. Nagroda: skarpetki Swamijiego, które miał na sobie podczas pudży do Devi (nie prane!!) 2. Nagroda: T-Shirt Swamiego 3. Nagroda: CD do wyboru 4. i 5. nagroda: książka własnoręcznie podpisania przez Swamiego
Bilety można kupić po 32 Euro w naszym Bhakti sklepiku w Springen, lub u Dakshini, lub przez internet: przelewy z adnotacją ´tombola` należy przekazywać do: Bhakti Event GmbH, Frankfurter Sparkasse, Konto 200282891, BLZ 500 502 01, IBAN: DE295005 0201 0200282891, BIC: FRASDEFFXXX oraz wysłać wiadomość e-mail na adres tombola@bhaktimarga.org.
Dzisiaj prezentujemy piątą część Satsangu ze Sri Swamim Vishwanandą z 23 kwietnia 2010, oraz jako niespodziankę i nagrodę dla wszystkich, którzy regularnie śledzą naszego bloga, pokaz slajdów z pobytu Swamiego w Polsce w kwietniu 2010 (pokaz przygotowany przez Harisha, podobnie jak wszystkie inne video).
Swami mówi między innymi o samoanalizie, pokorze i poczuciu własnej wartości, a także o snach, ich analizie i zrozumieniu ich przesłania.
Satsang ze Sri Swamim Vishwanandą, Warszawa, 23 kwietnia 2010, część V
Sri Swami Vishwananda w Polsce, 23-24 kwietnia 2010
Jedna z czytelniczek naszego bloga opowiedziała nam ciekawą i inspirującą historię:
"Mieliśmy niedawno ciekawą przygodę, kiedy to wracaliśmy z Czech po ostatnim daszanie Swamiego Vishwanandy w Pradze. Jak to po darszanach bywa, serca nasze zalane były miłością i radością. A serce w takim stanie musi wyrazić, co czuje. Tak więc jadąc samochodem całą piątką wylewaliśmy tę miłość głośno wyśpiewując Boskie imię. I tak nam się upodobał jeden badżan do Sziwy, że śpiewaliśmy go bez końca, ciesząc się jak dzieci. W pewnym momencie okazało się, że oprogramowanie naszego GPSa nie należało do najnowszych. Mówiąc dokładniej – urządzenie uporczywie wskazywało, że jesteśmy w szczerym polu, podczas gdy auto sunęło po drodze szerokiej i prostej. Nie długo. Za moment znaleźliśmy się na rondzie, które po chwili okazało się zawiłym ślimakiem z mnóstwem rozjazdów. Dróg bez liku do wyboru, nie ma co wybrzydzać , z góry dobrze było widać kolejne poziomy zjazdów. Hm, tylko co by tu wybrać… Wokół ciemno i pusto – w końcu mamy drugą w nocy. Stanęliśmy na środku. Nie minęła minuta a tu nagle z najbliższego zjazdu wychodzi szczupły mężczyzna z brodą i długimi włosami, zmierzając pewnie w naszym kierunku. Uchyliliśmy okno i nasza pani kierowca z radością spytała czystą polszczyzną: „Którędy do Polski?” A mężczyzna z uśmiechem, bez chwili zastanowienia, wskazał kierunek, odpowiadając równie czystą polszczyzną: „A do Polski to tędy”. Ruszyliśmy od razu. Na myśl o naszym przewodniku przechodziły nas dreszcze. Mieliśmy tylko jedno natychmiastowe skojarzenie... więc śpiewaliśmy dalej. Oczywiście jeśli chodzi o drogę, nasz przewodnik miał rację. Technologia czasem może nas wyprowadzić w pole, ale moc boskiego imienia i boska nawigacja nigdy nie zawodzą. A jak Bóg nie znajdzie pod ręką właściwego anioła, to jak trzeba sam się pofatyguje do swoich dzieci. Hari Bol!"
Jakiś czas temu Swami Vishwananda "umieścił" wielki kamień przy wejściu do Świątyni Kali w Centrum Shree Peetha Nilaya. Zapytany o jego znaczenie odpowiedział:
"To jest Bhairav, strażnik, który opiekuje się Boską Matką (Devi w Jej różnych postaciach). Przyszedł do mnie we śnie pewnej nocy i powiedział mi gdzie znajdę w lesie ten specjalny kamień. Wysłałem tam kogoś, kto znalazł ten kamień."
A teraz historia o Bhairav:
Młoda Bogini Vaishnava Devi pędziłą przed siebie, a samolubny demon Bhairav podążał za nią. Przed wejściem do jaskini był Jej strażnik, któremu nakazała aby nie wpuszczał Bhairav'a do środka. Kiedy Bhairav próbował się wedrzeć do środka, strażnik mu przeszkodził i rozpętała się straszna bitwa. W końcu Devi przybrała formę Bogini Kali i zabiła Bhairav'a. W chwili śmierci Bhairav powiedział: "Matko, nie jest mi żal, że umieram, ponieważ zginąłem z rąk Matki Stworzycielki. Modlę się jednak łaskawa Matko o wybaczenie. Nie poznałem Cię w postaci dziewczynki. Matko, jeśli nie wybaczysz mi moich grzechów, wówczas cały świat będzie mnie nienawidził." Słysząc płacz dziecka do matki, Matce stało się żal Bhairav'a i dała mu dar wyzwolenia. Nie tylko podarowała Bhairav'owi wyzwolenie z cyklu reinkarnacji, ale powiedziała też: “Moi wielbiciele zawsze będą odwiedzać Twoją siedzibę po otrzymaniu mojego Darszanu!”.
I tak oto wierzy się, że modlitwy do Boskiej Matki są pełne jedynie po oddaniu hołdu także Bhairav'owi.
Na łamach naszego bloga pisaliśmy już o obchodach Święta Holi w Centrum Swamiego Vishwanandy Sri Pitam Nilaja w Springen. Link do tego wpisu znajduje się poniżej:
Nie pisaliśmy jednak o drugiej części tego Święta.
Kiedy już wydawało się, że zabawa dobiegła końca, wszyscy mieszkańcy Centrum się wykąpali i zabrali się do sprzątania głównego holu, ktoś akurat przechodził z mąką.
Nie wiadomo kto zaczął dalszy ciąg zabawy, ale było to istne szaleństwo, co doskonale oddają zdjęcia.
Pewnej nocy zostałam nagle wybudzona ze snu gwałtownym odgłosem skrzypiącej klamki u drzwi! Podźwignęłam się i uświadomiłam, że to się działo naprawdę! Wtedy zobaczyłam nagle wchodzącego do pokoju Swamiego Vishawnandę! Przyszedł w ciele energetycznym. Forma Jego świetlistego ciała była bardzo wyraźna; miałam jasność, że to jest On, i że wszystko jest ok - mogę się więc zrelaksować. Jego forma energetyczna zbliżyła się do łóżka, schylił się i zmaterializował swój włos tak, że mogłam go dotknąć! Był miękki i piękny. Teraz Guru testuje swoich uczniów. Jestem przekonana, ze wszyscy o tym wiemy! I tym razem też wystawił mnie na próbę! Zdałam test i wtedy zmaterializował swoje dłonie. Trzymał je wyciągnięte tak, że mogłam poczuć je i ich ciepło. Miałam je dla siebie i z wielkim szczęściem całowałam je. Radość! Kiedy obudziłam się w ciągu dnia i podeszłam do drzwi, zdałam sobie sprawę, że skrzypiąca przed tą cudowną nocną wizytą klamka w moich drzwiach była naprawiona! Jay Gurudev! Bhavani, Wielka Brytania
Moja opowieść o Swamim mogłaby się zawrzeć w jednym zdaniu: „ On jest dla mnie wszystkim”.
Wszystko co mam, mam od Niego, to kim jestem zawdzięczam Jemu. On daje mi wszystko i troszczy się o mnie jak matka o swoje ukochane dziecko. To, że wyłowił mnie w tej „dżungli ludzkości”- jak mówił poeta,jest największym moim szczęściem i skarbem….
błagałam Go kiedyś we śnie: -„Swami proszę, proszę weź mnie ze sobą, zabierz mnie stąd”. Moja prośba wypływała z głębi mojego serca….. - „Nie mogę”- odpowiedział. Ale na satsangu w listopadzie 2008r. zapytałam czy przyjdzie po mnie gdy będę umierać – powiedział „módl się, Bóg przyjdzie po ciebie”.
Kiedyś chciałam się pokłonić do Jego stóp, On mnie powstrzymał i powiedział: - "Jeżeli chcesz dotknąć stóp Guru musisz napisać 1000 razy mantrę – OM NAMO BHAGAWATE VASUDEVAYA" -Pisałyśmy z koleżanką od godz. 22.00 do 4 w nocy. Na drugi dzień był abishekam, Swami wychylił się zza zasłonki … woła mnie….. serce mi się otwiera i wiem, że On wie, że napisałyśmy….
Podczas następnej wizyty mówimy Mu –Swami napisałyśmy 1000 razy OM NAMO BHAGAWATE….
On spojrzał na nas, uśmiechnął się i powiedział: - „Co ???? 1000 razy??? Musicie napisać 100 tysięcy razy!!! cha, cha, cha..." i odszedłpozostawiając nas w lekkim… oszołomieniu.Oczywiście pozwolił nam później dotknąć swoich stóp.- Lajjavati
Swami Vishwananda uwielbia się śmiać. Pamiętam jak kiedyś po całym dniu zwiedzania kościołów i odwiedzania relikwii świętych, bardzo zmęczeni, Swami postanowił w końcu odpocząć i coś zjeść. Padło na niewielką pizzernię. Podczas jedzenia Swami wymyślił, że każdy będzie śpiewał swój hymn narodowy, a towarzystwo było iście międzynarodowe. Na zakończenie Swami zaśpiewał hymn Mauritiusa.
Kiedy wszyscy byli już doskonale rozbawieni i dawno zapomnieli o jakimkolwiek zmęczeniu, Swami zaczął nagle łaskotać Pritalanandę, a ten, mając potężne łaskotki zaczął się tak śmiać, że już po chwili wszystkich nas rozbolały brzuchy ze śmiechu. Nigdy w życiu nie bawiłem się tak dobrze jak kiedy jestem ze Swamim.
Visham uwielbia Krysznę. Gdy miał siedem lat, wpadł na pomysł, by ubrać się jak Kryszna. Założył różową szatę, pomalował oczy, a wokół nich kropeczki jak gopi i powiedział mi, że jest Kryszną. A potem tańczył po całym domu ze swoją siostrą Tiną, udając, że to jedna z Jego pasterek. Wydawało się, że Kryszna naprawdę był tuż obok!
Nazajutrz, gdy Vishama nie było w domu, poszłam na chwilę do Jego pokoju, a tam na jego łóżku leżały cztery grube laddu - ulubione słodycze Kryszny. Nigdy nie widziałam tak dużych laddu! Były wielkie jak piłki tenisowe, pokryte miodem i migdałami, a do tego jeszcze gorące, jakby dopiero co ugotowane. Visham wszedł wtedy do pokoju i krzyknął: "Kto położył te laddu w moim łóżku?" Powiedziałam Mu, że nie wiem, bo cały czas byłam sama w domu.
Kilka lat temu, kiedy Swami Vishwananda udzielał pierwszych Darszanów, czasami osobiście gotował Prasadam. Podczas mieszania składników radośnie śpiwał badżany.
Przepis: rozpuścić cukier we wrzącej wodzie podgrzać masło w głębokiej patelni dodać przyprawy i migdały dodać kaszy mannej i mieszać aż zmieni się zapach dodać wodę z cukrem i nadal mieszać masa zgęstnieje dodać rodzynki, jeśli je lubicie
Od maja 2009 roku przechodziłam wielki kryzys wiary. Miałam wrażenie jakby mnie pochłonęły jakieś ciemności – nie wiedziałam już co jest prawdą, a co nie. Zaczęłam wątpić we wszystko co wcześniej było dla mnie tak ważne. Napisałam 2 maile do Swamiego wylewając wszystkie swoje żale i cierpienie duszy, które wtedy odczuwałam. Dostałam tylko jedną zdawkową odpowiedź – „Słuchaj swojego serca, teraz wyjeżdżam, napiszę do Ciebie później.” Ale później nie nastąpiło, po drugim mailu całkowity brak odpowiedzi. Czułam się wtedy opuszczona i pomyślałam, że nawet Guru nie chce mieć ze mną do czynienia, że mnie zostawił w najcięższych momentach życia. Któregoś dnia, gdy już największe emocje opadły, moja koleżanka zapytała mnie – „Jak Twoja relacja z Guru?”, na co jej odpowiedziałam, że relacji nie ma i że nie wierzę, aby Swami mieszkając w Niemczech, mając tylu uczniów mógł w ogóle o mnie pamiętać i mieć jakikolwiek wpływ na moje życie. Stwierdziłam, że może ci, którzy na co dzień są blisko niego mają jego uwagę. Po tym stwierdzeniu zmieniłyśmy temat i nie wracałyśmy do niego. W nocy tego samego dnia miałam sen: Siedzę w kawiarni i nagle podchodzi do mojego stolika Swami śmieje się (tak pięknie jak tylko On potrafi) i mówi – „No i oto jestem” – i dosiada się. Chwile rozmawiamy, po czym stwierdza, że teraz musi iść ale porozmawiamy u Niego jak się zobaczymy. Jeszcze śniąc pomyślałam, że to niemożliwe aby teraz udało mi się pojechać do Ashramu, ale Swami był bardzo pewny tego, że zobaczymy się u Niego. Ten sen był odpowiedzią na moje wątpliwości. Guru zawsze nas pamięta i towarzyszy nam, nawet jak wydaje nam się, że nie. W przeciągu miesiąca udało mi się w „cudowny” sposób pojechać do Ashramu i dostać interview ze Swamim. Pierwsze słowa jakie usłyszałam od Guru zanim zdążyłam otworzyć usta to : „Czytałem Twoje maile” (moje serce skakało z radości – „był ze mną cały czas”). Po rozmowie z Nim zrozumiałam, że Guru jest z nami, ale często są nam stawiane próby, z którymi musimy sobie poradzić sami, które musimy przeżyć aby stać się silniejszymi na naszej duchowej drodze. To była taka próba. Ale nawet w jej trakcie Swami wyciągnął swoją pomocną dłoń pokazując jak bardzo mu na mnie zależy – zsyłając mi ten piękny sen. (Ramani)
Znam Swamiego Vishwanandę od kilku lat i nie potrafię już zliczyć ile razy mnie czymś zaskoczył i ile mi zrobił niespodzianek. Ostatnio Swami miał pierwszy Darszan w Pradze. Postanowiliśmy pojechać do Pragi dzień wcześniej, żeby trochę ją pozwiedzać. I tak włócząc się po Pradze zawędrowaliśmy na rynek starego miasta. Było tam tak tłoczno, że chwilami trudno było się przeciskać. Nagle, spośród tego tłumu usłyszeliśmy głosy wołające nasze imiona i zobaczyliśmy grupę osób, ze Swamim pośrodku, kierującą się w naszą stronę. Byłem tak zaskoczony, że przez chwilę nie bardzo wiedziałem co się dzieje. Byliśmy pewni, że Swami miał przyjechać do Pragi dopiero następnego dnia. Czy był to zbieg okoliczności? Kiedyś, dawno temu, zapytałem Swamiego o zbiegi okoliczności. Odpowiedział: „Nie ma zbiegów okoliczności ani przypadków”. Praktycznie za każdym razem kiedy się widzimy, Swami robi mi jakąś niespodziankę, i zwykle robi to z zaskoczenia, w chwili gdy najmniej się tego spodziewam.
Swami Vishwananda lubi się bawić. Potrafi w magiczny sposób zarazić nas entuzjazmem do czegoś, co wydawało nam się wcześniej całkowicie bez znaczenia. Kreuje sytuacje ze sobą i nami jako aktorami i rzuca się w sam środek akcji, dla czystej przyjemności życia, bawienia się. Zawsze potem każdy ma osobiste doświadczenia, z których wypływa jakaś nauka. Tak to już na Ziemi jest: jesteśmy tutaj, żeby się uczyć życia i miłości w każdej możliwej sytuacji.
Swami Vishwananda jest bardzo pobłażliwy i niewyobrażalnie cierpliwy. Pewnego dnia zaprosił pewnego człowieka do swojego mieszkania na Mauritiusie. Człowiek ten bez końca wypowiadał z agresją zdania z katechizmu i praw kanonicznych. Zaczęła we mnie już wzbierać agresja od słuchania tego fanatyka, kiedy on wreszcie przestanie? Ostentacyjnie spoglądałem na swój zegarek. Swami, w przeciwieństwie do mnie, uśmiechał się I wziął swój notatnik aby robić notatki! Doświadczenie to uodporniło mnie na wszelkie dogmaty. Fanatycy istnieją w każdej religii.
Bóg jest jeden, to człowiek tworzy różnice. Każda religia może prowadzić do Boga. To jest jak łódź na oceanie naszych żyć. W jednym życiu jesteśmy chrześcijaninem, w innym muzułmaninem, w innym hindusem, w innym żydem, w kolejnym sufim…. aby dusza mogła nauczyć się różnych praktyk religijnych bez popadania w dogmatyzm.
Swami Vishwananda bawi się podczas codziennych rozmów. Nie ujawnia nawet jednej tysięcznej swojej wiedzy. Często uświadamiam sobie jak automatycznie oceniam ludzi, których prawie nie znam. Swami Vishwananda nigdy nie ocenia, On po prostu kocha.
Często rozmawiając z Nim nie wiemy co mamy myśleć. Potrafi powiedzieć jakiś banał z takim poważnym wyrazem twarzy, jakby to była jakaś ważna rewelacja. Zna nasze uprzedzenia i wszystkie pomysły.
Ponieważ obawiam się popełnić błąd, powiedzieć coś nie tak oraz, że zostanę wyśmiany, kiedyś podczas rozmowy mówiłem zgodnie z kierunkiem w jakim zmierzała konwersacja, zupełnie jak jakaś owca, zamiast myśleć i wyrazić swoją własną opinię. Dwa zdania później Swami Vishwananda zmienił zdanie na przeciwne pozostawiając mnie z moimi własnymi uwagami, twarzą w twarz z moją hipokryzją.
Guru jest tym, który pozbawia nas ignorancji, usuwa naszą niewiedzę, i prowadzi nas do samorealizacji. Swami Vishwananda dokonuje tego doskonale się przy tym bawiąc. Życie z Nim nie jest nudne. O tak, śmiejemy się bez przerwy!